• Wpisów:207
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 20:55
  • Licznik odwiedzin:32 484 / 3509 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
jestem w obserwatorium....
jestem obserwatorium
jestem skupiona na obserwacjach.
Mając doświadczenia a tylu emocjach, można powoli wiązać je z określonymi zachowaniami a nawet przewidywać.
Łatwiej się obronić.
Obserwując swoją kobiecość w wieku 31 lat widzę, że chcę dziś żeby we mnie dostrzegać dziewczynkę...
Przyzwolenie na proste emocje jest dziś wyzwaniem....
  • awatar Gość: no ja kiedyś taż miałam dużo emocji ale najwiencej jak kiedyś w lesie w garczek srałam aż grzmiało potem przykryłam to liściem zeby nie śmierdziało, a tu nakryli mnie grzybiarze, ech co to były za emocje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
elektryczność została wynaleziona właśnie przeze mnie

w roześmianych oczach...
 

 
Umiera we mnie kawałek kobiecości odpowiedzialny za macierzyństwo...

Nie obecne, bo miłość dla Syna jest coraz bardziej świadoma, dojrzała, pełna.

Umiera ze strachu przed jutrem macierzyństwo przyszłe.

Dotykając brzucha, który pozostanie świadomy zagrożeń pusty na kolejne lata boli jak przypalanie go ogniem.

Nie jestem w stanie dźwigać więcej....
Nie jestem w stanie zapewnić bezpieczeństwa wszystkim....i nie powinnam.

Powinnam komunikować oczekiwania.
Nie robię tego bo wiem że dotykając wrażliwego ego można szybko spłoszyć je i dać wolną rękę do maskowania kompleksów gdzie indziej.

Żołnierzem. Muszę być żołnierzem
Tylko wiem, że ten zawód nie pozwala na kobiecość.

Schowam jej trochę do pudełka.
Kiedyś usiądę i będę się przyglądać.
Jaka mogłam być.
 

 
Cezarów zabijają przyjaciele
 

 
jedyne ze strachu za czym tęsknię to kontrolowana coda.

Chcę na chwilę wylądować w tym ciepłym tunelu. Poza swoim ciałem. Otulić się abstrakcją wypowiadanych przez siebie słów.

I spadać tak bezpiecznie...
 

 
Zastanów się co dla Ciebie znaczy być córką...

Nie wiem.
 

 
Panaceum na wszystko. Mam nadzieję, że się właśnie znalazłam. Że to co się dzieje to nic innego jak udolne odnajdywanie brakujących puzzli.

Spoglądaj na mnie akomodując... Dostrzegaj fascynacje. Zamykaj usta ciepłą dłonią. Zagarniaj bliżej. Ubieraj cieplej kiedy się trzęsę...ze strachu.

Pakuj mnie w ciasną walizkę. Zawoź do "gdzieś".
Pal świece, pachnij czekoladą, pachnij jak milion.

Układaj mi włosy rano. I nie wymagaj od nich wzajemności.
Ode mnie też jej nie wymagaj...
 

 
Wszystkiego najlepszego Madzia.
 

 
zostawiam za sobą "Nasz" dom. Do którego mnie zabrał Pan Niemożliwy. W którym miałam się schronić. Nasz Wilczy Szaniec stał się smutną, zimną norą...

Pustka nie ma temperatury. Jest wilgotna. Od łez.
 

 
cisza przerwana na nie moje życzenie.
Na pewno?

Płacze się bez słów.
Nie odpowiadam za czyjeś wybory.
Tylko czuję ich skutki.

Wypędziły sen z moich wieczorów.
Po to by spędzać je w większej zgodzie z pustką?

Kim jestem? Podobno nie wszystko musi mieć definicję.
Choć zdefiniowana zostałam w sposób brutalny z siłą naklejoną etykietą nie moich "zasług".
  • awatar GreyDay: Bardzo fajny post :) zapraszam do mnie ! jestem nowa :) ! a dla Ciebie Obs :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czuję ciężar głowy pełnej problemów, strapień na swoich kolanach...

Czuję bezsilność wobec walki, która się w niej toczy.

Czuję się przegrana na samym wstępie i co najgorsze wydaje mi się, że się pogodziłam z tą przegraną.

Złagodniałam.

Pogodnie uśmiecham się patrząc w przekrwione ze zmęczenia oczy.
Wszystko pachnie wiosną.

Dać sobie czas. Czas beztroski. Jeszcze chwilę myślmy krótkoterminowo...jeszcze moment niech będzie niezwyczajnie.

Chcę pamiętać tak dobrze, że będę żyć wspomnieniami.

Za 10 lat chciałabym zostać znaleziona...
 

 
rozpadam się na miliony kawałków. Milion razy w każdej minucie... Mało kto może doświadczyć przeszłości namacalnie. Zamknięte pudełka na dnie szafy podobno powinny w nich zostać... Moje trzymałam 10 lat. Zaglądałam do niego - nieśmiało uchylając. Bardziej ze strachu, że może nic już tam nie ma, albo że strace to wszystko co może jeszcze tam jest.

Wczoraj wypadło mi z rąk. Nieśmiało wyciągnęłam rękę, prosząc o zwrot.
Dostałam wszystko. Nowe, żywe , świeże.

Zamokło od łez. Pachniało długie godziny. I było tak cicho.
Nigdy dotyk tak nie bolał. Skóra nie była tak wrażliwa.
Pamięć komórkowa odtworzyła wszystko bezbłędnie.

Jeszcze dzisiaj go nie zamknę.
Potem wiem, że powinnam oddać. Nigdy nie było moje.
  • awatar Gość: mmm jakie klimatyczne... trzymaj się :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
8 lat temu wyznaczył się odnośnik...wszystkich emocji.
Świadomie odstawiony tysiące km, zamknięty w każdym kanale komunikacji. Oprócz głowy...
I tylko dziwne przeczucia, telepatie sprawiły chęć kontaktu w jedynym niezablokowanym miejscu...z mikro nadzieją, która...okazała się wyzwalaczem wszystkiego co rozprasza normalność...Muszę zweryfikować przeszłość, porozmawiać z nią szczerze. Może szczerze się zawieść. By żyć albo przewracać życie do góry nogami. kolejny raz.
 

 
maj...niech już będzie maj...
 

 
Mechanizmy obronne powodują, że dokładnie przewidywalnie poddaję się konsekwencjom które dobrze znam. Bo sama rozpisałam.

Nie można zaplanować rozpadu czegoś na co wpływ mają emocje. A jeszcze bardziej początku.
Właśnie jestem na początku. I siłą robię krok w tył.

Kontrola. Obsesja kontroli.
 

 
Wszystko pękło...tak łatwo.
Taka bańka mydlana, którą nazywano domem...
Kiedy szczęście śpi, żal wycieka z oczu malując tuszem ścieżki kręte jak te, którymi dotąd nie trzeba było iść samej.

Być dla kogoś obojętnym, przezroczystym, niewidzialnym...boli bardziej niż chyba bycie jego wrogiem.
 

 
Jeden dzień, jedna noc w Narnii gdzie można myśleć o niczym i można w to uwierzyć. Gdzie jawa miesza się ze snem tak że nie wiesz czy warto zasypiac.

Emocjonalna membrana, odczuwalne każde drgnięcie, najmniejsza amplituda.
Panowanie nad ciałem, szacunek do niego i nienawiść do bylejakości.
 

 
„Opłakuję coś, czego nigdy nie miałam. Co za absurd. Rozpacz z powodu przeklętych nadziei, przeklętych marzeń i oczekiwań."
 

 
Niech się już skończy jesień. Ciężko czekać na jeszcze większy chłód...Wole się już do tego większego chłodu przyzwyczajać.
 

 
Rozpoczęcie roku szkolnego, rozpoczęcie II Wojny światowej i Jego urodziny.

7lat. Tyle minęło odkąd widziałam ostatni raz kogoś z kim nigdy nie potrafiłam przeciąć pępowiny.

Nikt nie znał i nie rozumiał moich myśli jak on. Bo nikt nie miał zdolności ich czytania.

Przez te 7 lat oblewana pomyjami nigdy nie przestałam wątpić że kiedyś porozmawiamy o powodach wypchnięcia mnie z Jego świata.

Dziś znowu na własne życzenie usłyszałam Go tylko po to żeby powiedzieć "wszystkiego najlepszego"

Po 7 latach pierwszy raz usłyszałam "dziękuję".

Nie wierzę że przyjaźń umiera w jeden dzień.
Moja kona 7 lat....
 

 
Pora zacząć szanować to co się ma a nie zaczynać to co nie pozwoli na szacunek do samej siebie.
 

 
Dlaczego kłamiemy - bo możemy. "Nie jest czasem tak,że cały czas kłamiesz - wmawiasz sobie różne rzeczy z nadzieją że staną się prawdą" Zamilkłam. Nagła analiza na którą nie byłam kompletnie przygotowana. Kłuje, boli - on czyta. Mówi, że nie widzi emocji ale co gorsza nie potrzebuje ich. Rozumie moją twarz, która nie wyraża niczego. Nie pyta o mnie - wszystko wie. Pobudzona własną irytacją odwinęłam się na tyle mocno że wtargnęłam resztką sił w jego najczulszą sferę. Dotknęłam wioseł. Relikwia, która wyzwala demony. Te które nie dają spać. Nie pozwolił patrzeć na siebie kiedy ich dotykałam. Pachniały pasją, wolnością, poczuciem wartości, nieskrępowaną młodością... Chwila słabości pierwsza i ostatnia. Wiem że nigdy już sobie na to nie pozwoli. Zostałam wystawiona za żelazne drzwi. Nie spojrzy już dłużej w oczy. Na pewno nie dłużej niż 6 sek.
 

 
Zaklęta w swojej rzeczywistości - nie dopuszczam myśli że tracę kontrolę.
Każdy może być Twoim wrogiem. Kwestia płynności. Lubię grać....ale tylko w swoją grę. Moje zasady obowiązują i będą obowiązywać. Nienawidzę gdy ktoś zaburza układ. Kryształowo - tak ma być.
 

 
Wymiotuję strachem...
 

 
Nie lubię pożegnań...szczególnie tych nagłych i pięknych zarazem. Taka mała śmierć w środku dnia. Wstrzymujesz oddech i to jedyna kontrola jaką posiadasz. Zauważasz jak niewiele zależy od Ciebie. Rygorystycznie kategorycznie chcesz postawić zasadę by bronić się przed bólem który już zaczynasz czuć a nie potrafisz wyobrazić go sobie w czasie... Pięknie jest zaznać człowieczeństwa. Szanować wolną wolę, przeżyć egzamin na który nigdy nie można się przygotować... przeżyć- nie zdać.
 

 
uzależnienie od pędu emocji, które nie dają jeść, czasem spać jest tak potężne, że z przyjemnością biorę coraz więcej...na siebie.

Błyszczące oczy, które złowię, zacięte wargi, które rozplątuję, nieśmiałe gesty, które ośmielam - potęga słów i sugestii której uczę....Pracować z człowiekiem - skłania do największej pracy nad sobą
 

 
Nikt Ci tego nie zabierze...
Wiem gdzie jest koniec świata. Słychać tam ptaki, księżyc jest za mgłą i błyszczy w jeziorze. Pachnie skórą zmieszaną z drogimi perfumami. Momentami czuć dym papierosowy. Jest ciepło, bezpiecznie, pewnie. Trochę nieufnie a po chwili całkowicie magicznie zwyczajnie... Zimne stopy chowam w wyśmianym śpiworze... Uciekam tam codziennie na chwilę...w marzeniach
 

 
Wrocław...byłam... uwielbiam kiedy nagle mnie woła. Samo wyjście z dworca głównego przyjemnie ścisnęło w brzuchu... pierwsza miłość nie rdzewieje - pamiętam jak zakochałam się w tym mieście jeszcze w liceum...i rzuciłam wszystko by w nim i z nim żyć... Teraz tylko odwiedzam, ale z ciągłym poczuciem, ze wracam do domu. Mój dom chyba najbardziej był na Lakierniczej. Kiedy z Panem Niemożliwym i Panem Synem wróciliśmy z Woźnik i pierwszy raz staliśmy się nieświętą trójcą - rodziną. Kocham te wspomnienia...pachną oliwką, latem, przespacerowanym wzdłuż i wszerz parkiem, odrobinami romantyzmu. Nie wrócą...są ciągle tam zapisane. Patrze na Pana Niemożliwego. Śpi. Zmienił się...dorósł i tą dorosłością zaczął imponować. Zwany Panem Tatusiem jest personą samą w sobie. Niedawno łapałam się na tym, ze chciałabym go dogonić. Teraz wystarczyłaby mi akceptacja mojej nieudolności. Jeszcze niedawno czekałam na pochwałę, bo była dla mnie arcy ważna. Teraz szukam swojej wartości, którą niedawno mocno złamał... Nie ma we mnie czynu o który zostałam posądzona podświadomie. Okłamałam...tu wina się kończy. Zaczynają się domysły, na które sama bym nie wpadła. Bolą, bo wiem że ich nie powstrzymam a im bardziej próbuję...nie chce mi się już powstrzymywać myśli na które nie mam wpływu. Chcę żyć...a nie tylko oddychać.
 

 
Poważna rozmowa...okazała się niepoważnym incydentem odkrywającym nielojalność spodziewaną. Fałsz maskowany niezbyt inteligentnie. Jeśli ktoś nie potrafi odpowiedzieć na pytanie - czy może uważać się za osobe która prowadzi dyskusje? Zakrzyczana papuzim świergotem o niczym, chowam sie jak najdalej od jaskrawych piór błagając przyszłość by nigdy nie pozwolila mi w nie obrosnąć....
 

 
W mojej głowie na stałe otwarty mam oddział psychiatryczny. Trafiam tam średnio kilka razy dziennie, będąc w pracy, wracając z pracy...myśląc o pracy. Szukam normalności mając te pare chwil dla siebie które ktoś usilnie próbuje mi ukraść dzowniąc, atakując smsami... Nie jestem sumiennym przyjacielem, ale sumienie posiadam. Nie skrzywdze nikogo opuszczając bez słowa - ale potrzebuje samotności. Taki ze mnie zwierz. Że najlepiej mi się płacze z dala od wszystkiego. Jedyną smycz którą akceptuję w pełni -to pępowina, mój łącznik z Panem Synem, który działa na odległość ponad 300 km. Niestety sprawdziłam... Pęka mi serce z powodu pustego łóżka, nieużywanej małej szczoteczki do zębów, pachnącej piżamki bez ciepłego wypełniacza w środku i morza pytań, które zagłuszam głośną muzyką.
 

 
Nie trać mnie z oczu, nie doprowadzaj do szału ale nie oszczędzaj emocji. Ufaj bezgranicznie- wtedy nie mam odwagi krzywdzić. Każde podejrzenie bez podstawy wydobywa ze mnie żal wymagający ukojenia. Na różne sposoby.

To ja chce mieć kontrole nad swoim zachowaniem. A powoli ją tracę.
 

 
Mam przyjemność poznawania ludzi. Niektórych na nowo, choć wydawało mi się, że znam ich dobrze. Poznaję też nowe twarze z historiami mniej delikatnymi niż spokojne oczy które patrzą na mnie opowiadając mi swoją historią. Najdziwniejsze jest to, że zupełnie obcy facet potrafił prosto z mostu nazwać się chujem, a ten którego znam lata musiał to usłyszeć z moich ust.
 

 
Kłucie w sercu czułam od kilku dni. O dziwo był to ból czysto fizyczny, nie podejrzewałam go nawet o odrobinę sacrum. Self diagnosis - przemęczenie. Minął, tylko po to aby parę dni dotkliwie przerzucić się na duszę.
Nie poradziłam sobie z emocjami, które sama ubierałam do tej pory w zasady.
To też przemęczenie.
Czekaniem.

Ale wiem, że żyję. Żaden ze mnie twardziel, choć resztkami sił zawsze najpierw będę ratować kogoś, potem siebie.
Kurczowo trzymam się ramienia do którego nawet nie jest mi dane się przytulić.

Kiedy zmywam czerwoną szminkę, ściągam szpilki, sukienkę, jestem dalej małą dziewczynką. W piżamie w kwiatki. Prawdziwa. Nie jestem obrazkiem.
 

 
kolor zielony nabrał głębi. Odcień zazdrości...bo z niej właśnie zzieleniałam.
 

 
Wszystko stanęło na głowie, która mnie boli...teraz okazuje się ile tych pustych miejsc przyniosłam razem z sobą przenosząc się w nowe miejsce... Można mieć przyjaźń, zmieniając jej wieloletnie zasady?

Jak się powstrzymać, żeby nie uśmiechać się zbyt często? Jak chronić coś tak ważnego przed prozaicznością... Nie mam pojęcia, na razie po prostu będę sobie po cichu szczęśliwa czekając na te małe święta
 

 
Przeszedł mi strach. Wróciły motyle w brzuchu, kiedy po raz kolejny stanęłam w centrum...PoznaniaNie mogę żyć bez miasta. I chociaż to miasto do tej pory było na liście ostatnich w których chciałabym mieszkać, teraz z przyjemnością tam wrócę. Mam stamtąd tylko dobre wspomnienia...Czego się więc bać? Tego, że są zbyt dobre...
  • awatar A'nasa ♥: Super blog *o* Dużo inspiracji , Zapraszam do mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj czułam się najważniejsza na świecie. Bezpieczna, kochana, mająca rodzinę.

Wczoraj zostałam obrażona, opluta niedorzecznymi stwierdzeniami bez pokrycia w argumentach, jad wrócił do właściciela i teraz trawi mu wnętrzności...

Wczoraj w epicentrum trzęsienia ziemi - w ogóle się nie bałam.

Zostałam pozbawiona domu? Nie - to tylko budynek, który trawi zgrzybiałość ludzka.
Mój dom jest z tym który tworzy go dla mnie w swoich ramionach. I z tym, który chce być brany w ramiona co 5 minutek.

Chcąc zrobić mi na złość, ktoś przez przypadek podarował Nam lepsze jutro.
 

 
W domu w którym mieszkam, wybiło szambo. Swoją drogą to świetna metafora obecnego stanu rzeczy. Starszyzna pouczając mnie dała do zrozumienia, że zatkanie rury o średnicy 20cm to moja wina. Kiedyś taka prowokacja przyprawiłaby mnie o czerwone policzki i masę nienawistnych słów wykrzyczanych głównie w myślach. A teraz? Dosłownie - Gówno mnie to obchodzi
 

 

Nazywał się moim przyjacielem, przez parę lat. Kiedy go najbardziej potrzebowałam, on potrzebował czasu na ułożenie mnie w którymś miejscu w hierarchii ważności. Czekałam. Nie wiedziałam, że w kwietniu 5 lat temu się ze mną żegnał. Prosił o dzień beztroski, żebym była taka jak zawsze w te dni, kiedy ratowaliśmy się na wzajem przed strachem. Patrzył z przymrużeniem oka na moje szczeniackie związki, sam za jeden z nich przypłacił zdrowiem. Zawsze ratował muzyką, kawą z nieosiągalnego dla mnie ekspresu, wycieczką donikąd. Urwanym kontaktem przygotowywał mnie na całkowity jego brak. Wiedział, że będę pamiętać o urodzinach i każdych świętach, prozaicznych też. Rozpoznawał moje pismo, głos, myśli na odległość. Pamiętam głuche telefony podczas burzy.
Dziwną rozmowę, która najpierw przeraziła, potem pokazała, że muszę czytać między wersami. Nie ma dla mnie miejsca. Nie chce znajomości. Układamy sobie życie.
Teraz wiem, że byłam pierwsza w tej hierarchii. Że ułożył mnie wg innych kryteriów.
Miliony razy układałam sobie w głowie jak go spotykam, siadamy i opowiadam mu o synu, mężu, całym świecie, który często mi się wali na głowę. Teraz wiem, że nigdy tego spotkania nie będzie.